•  

    Nieoficjalny hymn Galicji
    Przed przyjazdem do Hiszpanii wiedziałem, że istnieje region o silnych podstawach do walki o niepodległość - kraj Basków. Wiedziałem też, że poprzedni rząd Katalonii nie zezwolił na referendum w tejże sprawie, co zresztą wielu jej mieszkańcom przypomniało o rządach niejakiego Franco i - lekko mówiąc - nie najlepiej wpłynęło na morale. Nie wiedziałem natomiast, że podobne nastroje panują również w Galicji, którą wybrałem na miejsce tymczasowego zamieszkania. Ba! Nazwijcie mnie ignorantem, ale nie miałem pojęcia, że takich regionów jest jeszcze więcej!

    Dzisiaj skupię się na języku, a nawet niejako -ach. Wbrew temu, co wydawało mi się wcześniej, to nie jest tak, że języki kataloński czy galicyjski są dialektami języka hiszpańskiego. Żeby to lepiej zrozumieć musimy odpowiedzieć na pytanie "Czym jest język hiszpański?".
    A ten poprzez wielkie wyprawy hiszpańskich konkwistadorów niejedno ma imię. Oficjalnym językiem Hiszpanii i tym, który mówiąc o hiszpańskim zwykle mamy na myśli, jest kastylijski (Castellano). Spotkamy się z nim także w krajach Hispanoameryki, ale już niekoniecznie we wspomnianych wcześniej Galicji i Katalonii. Musicie wiedzieć, że zarówno język galicyjski, jak i kataloński to oddzielne języki romańskie - pierwszemu bliżej do portugalskiego, drugiemu do francuskiego. W kraju pomarańczami i pomidorami stojącym spotkacie się także z: aranejskim (dla uproszczenia - dialekt katalońskiego; do 2006 roku uznawany za język urzędowy Katalonii, na równi z kastylijskim i katalońskim), baskijskim (nienależącym do grupy języków romańskich) i walenckim.
    Nie muszę chyba dodawać, że wszystkie wymienione, poza aranejskim, są językami urzędowymi w odpowiadających regionach? Jak spotka Was to (nie)szczęście - bo różnorodność jest piękna; bo trudniej będzie się wam dogadać! - usłyszycie w boju również aragoński, asturyjski i asturleoński (istnieje również dialekt leoński, jednak ten nie jest oficjalnie uznawany za język).

    A skoro już o dialektach mowa, w każdym regionie mają swój. Różnice tutaj nie są tak znaczące, ale wystarczające by skutecznie utrudniać komunikację pomiędzy mieszkańcami przeciwległych części kraju. Z tych lżejszych, to na południu słoneczko przygrzewa mocniej, co niewątpliwie sprzyja lenistwu i kto by się martwił końcówkami... Mieszkaniec Murcji nie powie 'dos' czy 'tres', a 'do' / 'tre'. Mieszkaniec Andaluzji wybełkocze coś pod nosem od niechcenia i często też w wymowie pominie 'd' i 'r' (nie zdziwcie się słysząc pae i mae zamiast padre i madre).

    Pisałem wcześniej, że z językiem kastylijskim spotkacie się także w krajach Hispanoameryki? Ha, nie ma tak lekko!
    Podobne różnice do wymienionych w poprzednim akapicie napotkacie rozmawiając chociażby z Meksykaninem. Zdecydowanie częściej usłyszymy od niego 'usted' (Hiszpanie użyją tego zaimka zwracając się formalnie do Pana Vincente, a meksykanie użyją tego słowa mówiąc Chcielibyście (wy) wyjść na piwo? - czyli tak, jak europejskie vosotros, którego w Ameryce Łacińskiej nie usłyszycie). Usłyszycie za to VOS (ale akurat nie w Meksyku), którego znowuż w "naszym" hiszpańskim nie ma... :) Różnic jest zdecydowanie więcej, co sprawia że mojemu meksykańskiemu koledze - po półtora roku mieszkania w Galicji - i tak nie zawsze perfekcyjnie udaje się dogadać z lokalsami (mając chociażby problem z odmianą czasowników dla wspomnianego wcześniej vosotros).

    Temu tekstowi zabrakłoby wzmianki o tym, że jeśli sprawy będą toczyć się w obranym przez młodzież kierunku, to w nie-tak-odległej przyszłości język galicyjski zostanie tylko wspomnieniem. Nie zrozumcie mnie źle - połowa moich znajomych wciąż go używa, ale druga przekonana jest bardziej do katalońskiego; pokolenie moich rodziców również operuje (jeśli nie musi inaczej) tym językiem, a jeszcze starsi nie znają innego! Ten język wciąż żyje, ale - obym się mylił - gdzieś zza mgły wyłania się jego koniec. O innych wypowiadać się nie chcę i nie mogę.

    Jesteśmy natomiast zdecydowanie bliżej końca mojego minifelietonu o językach i dialektach (głównie) Hiszpanii. Ale zaraz! Pewnie zastanawiacie się o co chodzi w tym nagłówku? Jaki nieoficjalny hymn? Polecam spojrzeć teraz poniżej, kliknąć gdzie trzeba i posłuchać piosenki o Galicji, muzyce, buncie i młodzieży - oczywiście napisanej i zaśpiewanej po galicyjsku. Spotkacie się z nią w niejednym galicyjskim barze czy klubie popijając galicyjski licor café czy galicyjskie piwo. Gwarantuję, że podkład zostanie zagłuszony przez głosy imprezujących - jak nikt inny w Europie... - Galicjan, a być może i wy zaśpiewacie razem z nimi. Dokładnie tak, jak ja śpiewam z moimi galicyjskimi kolegami, którym dedykuję te kilkaset słów.

    Dlaczego piszę to, co piszę:

    pokaż spoiler Od jakiegoś czasu przebywam w Hiszpanii, a konkretniej w Galicji. Poznaje kulturę i obyczaje mieszkańców kraju znanego mi wcześniej z krótkich wycieczek, niejednokrotnie ulegając głębokiemu zdziwieniu konfrontując moje wyobrażania z nowymi doświadczeniami. Kilka dobrych lat temu zarzuciłem pisanie, które od dziecka sprawiało mi ogromną radość. Jako, że ciekawe tematy pojawiają się same, postanowiłem wypełnić towarzyszącą mi dotąd pustkę i powrócić do dawnego hobby. Chciałbym wznieść moje umiejętności władania słowem na wyższy poziom, a nie zrobię tego bez praktyki i krytyki - a chętnych do drugiego na Wykopie jest cała rzesza! Ruszajcie więc do boju i wytykajcie błędy - ja będę pisał dalej, a jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to z tekstu na tekst coraz lepiej.


    taguję #hiszpanski #hiszpania i #jezykiobce bo mam nadzieję, że poprawicie mnie jeśli napisałem coś niezgodnego z prawdą i dodacie swoje trzy grosze odnośnie regionów, z którymi mieliście do czynienia; #kultura, trochę #emigracja i może #gruparatowaniapoziomu (patrząc na gorące po nocnej zmianie)

    źródło: youtube.com