•  

    Część 2. El Campello

    Mój tag i poprzednie wpisy -> #mojahiszpania

    Po paru miesiącach katorgi w Alicante nastąpiła zmiana. Przeprowadzka do El Campello. Wynajęliśmy bungalow na osiedlu obok ojca matki. Był to bungalow 3 piętrowy z ogródkiem. Coś o czym dzisiaj mogę sobie pomarzyć. W tym momencie to była moja już 5 przeprowadzka w życiu.

    Wraz z zmianą miejsca zamieszkania zmieniłem też szkołę, dołączyłem w trakcie już trwającego roku szkolnego. Bardzo miło wspominam ten okres i ludzi. Zostałem wszystkim przedstawiony i ludzie byli pomocni. Na początku głównie się mną zajmowały dziewczyny, próbowały ze mną rozmawiać, oprowadzały mnie po szkole. Już nigdy nie miałem takiego brania jak wtedy ( ͡° ͜ʖ ͡°) Początkowo komunikacja była na mogi i gesty. Czasami to bywało dość komineczne ale skuteczne. Gdy ludzie zaczęli ze mną rozmawiać to zacząłem chłonąć język jak gąbka. Od zera do komunikatywnego poziomu doszedłem w 3 miesiące.

    I tutaj parę ciekawostek ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    1. Moje imię i nazwisko zostało przekręcone. Imię z powodu pomyłki bo zostało wpisane Macies. A nazwisko zostało zmienione specjalnie bo przy wymowie fonetycznej oznacza pewne brzydkie słowo u Hiszpanów. Zawsze był wstyd gdziekolwiek je podawać w urzędach.

    2. W Comunidad Valenciana, odpowiednik naszego województwa językiem urzędowym jest hiszpański i dialekt walencjański. W szkolę w każdym roku była klasa A i B. A oznaczało klasę z wiodącym hiszpańskim (tak naprawde kastylijskim) a B walencjańskim. Obie klasy miały za przedmiot dodatkowy przeciwny język do wiodącego. Ja byłem w klasie A.

    Szybko się zintegrowałem z ludźmi jak i całą szkołą. Na tyle sam siebie przycisnąłem z nauką że byłem najlepsze w klasie z każdego przedmiotu. W tym hiszpański lepszy od Hiszpanów ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Co do samej szkoły to poświęciłem temu kiedyś osobny WPIS więc zapraszam do czytania :)

    Zmiana miejsca zamieszkania nie zmieniła tylko mojej sytuacji ale też rodziców. Ojczym zaczął pracować w firmie swojego teścia jako serwisant dźwigów szynowych legalnie. Podniosło to nam znacznie możliwości finansowe i warunki życia. Matka zaś dostała więcej ofert sprzątania lepiej płatnych. A z jej pracą wiąże się jedna ciekawa historia po sprzątała u pewnego malarza. O tym następnym razem. Więc życie toczyło się dalej na lepsze, jeszcze...

    Kontakt z rodziną początkowo mieliśmy poprzez listy. Nikt z nas nie miał telefonu. Więc na jakiekolwiek wieści z Polski musieliśmy dość długo czekać. Dopiero w późniejszym czasie zaczęliśmy korzystać z budek telefonicznych, była to dla mnie udręka. Bo matka potrafiła długo rozmawiać, a dla mnie jako dzieciaka było to dość nudne. Siedziałem i czekałem aż skończy. Wtedy jeszcze nie czułem żadnej tęsknoty. Wszystko się ciągle zmieniało i tym byłem pochłonięty.

    Po polsku miałem okazję tylko rozmawiać z rodziną w domu. Nie mieliśmy kontaktu z innymi polakami na miejscu. Nie mieliśmy internetu ani komputera, więc nikt nie wiedział o niczyim istnieniu. Po czasie usłyszeliśmy pierwszych polaków na ulicy, od razu moja mama zagadała. Tak powstały nasze pierwsze znajomości polskie w tym mieście. Każdy polak przekazywał innemu kogo zna i każdy się zapoznawał. W ten sposób można powiedzieć, że powstała mała społeczność.

    Pewnie wielu tematów nie omówiłem albo ich nie wyczerpałem odpowiednio więc jak coś to pytać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Na zdjeciu ja podczas urodzin w tym mieszkaniu. Konkretnie jest to Albayna w El Campello.

    #emigracja #przemyslenia #hiszpania #dziecinstwo
    pokaż całość

  •  

    Część 1. Wyjazdy

    Mój tag -> #mojahiszpania

    Byłem w zerówce gdy się dowiedziałem o tym że będziemy wyjeżdżać. Powody to były głównie finansowe. Na miejscu mieszkał ojciec matki który to nas zaprosił i obiecał pomóc na miejscu. W mojej szkole było krótkie pożegnanie, rozdałem cukierki, chwilę się pogadało i nic więcej. Wyjazdu zbytnio nie przeżywałem, może dlatego że jeszcze wtedy do mnie nie dotarło gdzie będę.

    Przylecieliśmy samolotem z Berlina do Alicante tylko z ciuchami. Miałem strasznie zatkane uszy po przylocie. Na miejscu mieszkał ojciec matki wraz z żoną i ich synem. Zostałem przywitany dużą ilością zabawek, miłego złego początki jak się okazało, bo potem była jazda bez trzymanki. Tymczasowo mieszkaliśmy w jego domu aż pomógł nam znaleźć mieszkanie w Alicante które wynajęliśmy.

    Był to jeszcze okres wakacyjny, więc miałem czas by uczyć się języka. W domu wszystko szło na marne, nie potrafiłem. Mieszkanie w Alicante było położone w bloku w dzielnicy cyganów i prostytutek. Niezbyt ciekawa okolica. Gdy wakacje się skończyły poszedłem do szkoły. I to była tragedia.

    Pełno cyganów, brak pomocy w nauce języka. Po prostu zostałem tam rzucony i jakoś musiałem sobie poradzić. Cyganie nie byli zbyt mili, potrafili wziąć moje rzeczy i je rozrzucić. Oczywiście nic nie rozumiałem. Raz był sprawdzian, nawet nie wiedziałem co było napisane. Zacząłem instynktownie ściągać. Nie kumałem do tego stopnia że nawet przepisałem imię i nazwisko typa obok XDDD

    Rodzice nie dostali obiecanej pomocy, musieli sami znaleźć sobie pracę. Matka zaczęła sprzątać mieszkania, zaś ojczym poszedł na budowę z ruskami. Nie przelewało się, potrafiliśmy jeść codziennie ziemniaki z jajkiem.

    Sytuacja diametralnie się zmieniła parę miesięcy później, gdy wyprowadziliśmy się z Alicante do El Campello. Całkowicie inne życie się zaczęło, ludzie z nowej szkoły zaczęli mi pomagać. O tym będzie następnym razem.

    Na zdjęciu widok na port z zamku Santa Barbara

    #emigracja #przemyslenia #hiszpania #dziecinstwo
    pokaż całość

    źródło: 100_0629.JPG

  •  

    W związku z tym że postanowiłem całość zdjęć rodzinnych jakie mam przenieść do chmury by nie zginęły, pomyślałem by się z wami podzielić można powiedzieć moją historią i też by sam dla siebie powspominać, głównie postaram się poruszyć wątek emigracji z punktu widzenia dziecka. Czyli sam wyjazd, adaptacja, wdrażanie się, życie tam i powrót do ojczyzny.

    Wpisy będę zamieszczać pod tagiem -> #mojahiszpania

    Więc na wstępie kim jestem. Niedługo będę mieć 21 lat. Od 7 lat w Polsce. Mając 6 lat (2004 rok) wyemigrowałem do Hiszpanii do miejscowości El Campello. Jest to małe miasteczko położone na południowy wschód, obok Alicante. Założone zostało jako mała osada rybacka, obecnie pełni funkcję turystyczną. Po prawie 7 latach mieszkania wróciłem do Polski wraz z rodzicami gdzie obecnie dalej mieszkam. Lecz mimo bycia polakiem i urodzenia się w Polsce to jestem w środku hiszpanem i z tym krajem się mocno utożsamiam. Łącznie przeprowadziłem się w życiu 12 razy.

    W następnym wpisie omówię jak wyglądała cała emigracja, powody i początki na miejscu. W wpisach będą ogólne informacje o emigracji i odczuciach a czasami też i prywatne wątki i historie.

    Na zdjęciu widok portu w mojej miejscowości. Niestety starsze zdjęcia są wywołane, muszę zrobić skany.

    #emigracja #ciekawostki #przemyslenia #hiszpania #dziecinstwo
    pokaż całość

    źródło: P3210044.JPG

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów